Czasem bywają takie dni, że bez kawy ani rusz, tylko że po ostatnich walentynkowych eksperymentach z czekoladą redakcyjna kuchnia nie nadaje się do użytku……… Dobrze, że na korytarzu stoi automat, który 1,50 zł. wymienia na 200 mililitrów wrzących, lurowatych, ponoć świeżo parzonych popłuczyn, może tym razem nie odmówi współpracy. Przekładam kubeczek z ręki do ręki, żeby uniknąć przeszczepu skóry na opuszkach palców i wędruje w stronę swojego biurka. Po drodze natknąłem się na szeryfa i zaczęliśmy rozmawiać o tym i owym. Mówił tak szybko, że zacząłem się zastanawiać czy przypadkiem nie wypił podwójnego espresso zaprawionego amfą z wzmiankowanego automatu. Przerwałem w pół łyku i dostrzegłem las głów obróconych w naszą stronę. Jak się okazało, nie gapili się na nas tylko na kobietką, istny wulkan energii tuż przed erupcją – przeszła koło nas ściskając w ręku pusty plastikowy kubek. Notabene taki sam, jaki dzierżyłem w ręku. Siadam przy biurku a moje palce uwalniają z pod sterty kserokopii artykułów, mang uśpioną mysz. Stworzonko ożywa w dłoni, loguje się do komputera i piszę newsa. Czytaj więcej ..
|